Wakacyjne zagrożenia
Meleks1498
Podróż przez większość trasy głównymi drogami typu national przebiegała świetnie. Widocznie wzbudzaliśmy zaufanie kierowców i nie mieliśmy najmniejszych klopotów w złapaniu okazji. Raz podróżowaliśmy nawet na pace ciężarówki, raz po prostu zabrał nas na gapę kierowca autobusu. Zdarzało nam się też podróżować wozem drabiniastym ciągniętym przez traktor. Na szczęście nigdzie nie musieliśmy szczególnie długo czekać.
Niestety ostatni etap podróżowania nie był już tak cudowny. Podróżowanie się po prowincjonalnych bezdrożach okazało się nadzwyczaj bardziej skomplikowane niż jazda autostopem autostradami europy. Cały jeden dzień spędziliśmy na pustynnym pustkowiu, na którym nie było ani jednego drzewka, ani skały. Jak na złość dopadł nas tam deszcz, a żaden z przejeżdżających kierowców nie miał ochoty żeby zabrać ze sobą przemoczoną parę.
Ograniczony czas urlopu niestety nie pozwolił nam na odwiedzenie wszystkich tamtejszych zakamarków. Troszkę chodziliśmy na skalistą plaże, troszkę łaziliśmy się po klifach, trochę próbowaliśmy przysmaków miejscowej kuchni. Niestety w trakcie jednej z wypraw na skałki ktoś był uprzejmy ukraść nam cały plecaczek. Pal licho stos brudnej bielizny, ale niestety przy okazji zginął też aparat Nikon D90 oraz walkmann Olympus. Trochę nam to skwasiło nastój i niestety wymusiło wydatki. Ostatni tydzień niestety cały czas lało, więc do domu powróciliśmy w nastrojach minorowych z poczuciem zmarnowanego czasu.
Kategorie: Hobby, rozrywka |